Damian Bartyla chce odbudować zaufanie


Choć niedzielne referendum okazało się nieważne, to jednak za odwołaniem prezydenta głosowało aż 18 460 bytomian. To więcej, niż wynoszą wyborcze wyniki Damiana Bartyli z 2010 i 2012 roku. Prezydent zapowiada, że będzie pracować nad odbudową zaufania tej grupy mieszkańców.

Damian Bartyla ma ciężki orzech do zgryzienia. Zachował swoje stanowisko i będzie rządzić miastem do wyborów w przyszłym roku, ale referendum pokazało, że nie cieszy się już takim poparciem, jak w 2014 roku, gdy zapewnił sobie władzę w Bytomiu już w pierwszej turze. Pomimo niesprzyjającej, zimowej aury aż 18 tysięcy bytomian wzięło udział w referendum, by odwołać go z funkcji prezydenta miasta. Jeśli któryś z jego politycznych konkurentów zostanie poparty przez tę grupę, to szanse Bartyli na reelekcję w przyszłym roku będą znacznie mniejsze.

- Przez najbliższy rok zrobię wszystko, żeby odzyskać zaufanie tych, którzy poszli i zagłosowali za moim odwołaniem - powiedział w wywiadzie dla Onet.pl Damian Bartyla. Prezydent zapowiada, że w tym okresie wiele się wydarzy. Mowa o rewitalizacji, realizacji inwestycji finansowanych ze środków unijnych, czy rozwiązaniu problemów z nielegalnym składowaniem odpadów w Bytomiu. - Czysty, odnowiony i z perspektywami rozwoju - o taki Bytom będę walczył każdego dnia - obiecał Damian Bartyla.

- Biorę pod uwagę szerszej polityki informacyjnej. Wiele mieszkańców może nie do końca wiedziało jakie są moje działania w różnych obszarach. W najbliższych miesiącach ta informacja pójdzie i myślę, że na pewno duża grupa z tych osób, która poszła i zagłosowała przeciwko mnie w przyszłych wyborach zmieni zdanie - powiedział prezydent dla Radia Katowice.

Odbudowa zaufania będzie trudna, bo opozycja nie zamierza składać broni i nadal będzie starać się przekonać mieszkańców do swoich argumentów. Radni chcą zatrudnienia osobnego prawnika do obsługi Rady Miejskiej, gdyż nie ufają adwokatom reprezentującym prezydenta. Zdarzały się już sytuacje, że prawnicy ratusza pozytywnie opiniowali projekty uchwał rady, które później były zaskarżane przez prezydenta. Skoro istnieje spór prawny między prezydentem a radą, to radni chcą mieć w nim równe szanse.

Wygląda na to, że przez kolejny rok mieszkańcy Bytomia będą świadkami walki na argumenty pomiędzy prezydentem a opozycją. Oby ta debata była jak najbardziej merytoryczna i nie przerodziła się w populistyczną wojnę. Wtedy może wyjdzie z tego coś dobrego dla miasta.