To nie koniec kłopotów, nie tylko Kompanii Węglowej

Podpisane w sobotę porozumienie dotyczące planu naprawczego Kompanii Węglowej wcale niczego nie kończy, a zaczyna – tu zgadzam się ze związkami zawodowymi. Tyle, że moim zdaniem zaczyna jeszcze większe kłopoty.

Byt kwsa na dole 04

I to nie tylko Kompanii Węglowej, ale także pozostałych firm górniczych. Niestety, to efekt braku kompleksowego rozwiązania dla całego sektora węgla kamiennego (tak, wiem, taki program ma być, ale mówię o tym, co jest teraz).

Według mnie kwota 2,3 mld zł w planie naprawczym obecnie się nie spina, ale jest tu sporo niewiadomych – m.in. próba pozyskania pieniędzy z Europejskiego Funduszu dla Inwestycji (moim zdaniem nie ma takiej opcji dla węgla, ale zobaczymy), tego, jak liczone będą nowe prognozy dla Nowej Kompanii Węglowej, w której zostanie także Pokój i Sośnica mimo wcześniejszych zamierzeń (choć sprawa kopalni Pokój mnie dziwi, bo jej złoża spokojnie można było zagospodarować siłami Halemby i Bielszowic, skoro one już jednak w KW zostawały). Sośnica, mimo rozdzielenia z ruchem Makoszowy, będzie ciągnęła w dół wynik nowej spółki. Dlatego jak na razie mam wątpliwości co do tego, że Nowa KW może mieć w 2016 r. 500 mln zł zysku operacyjnego, jak zapowiadał pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa Wojciech Kowalczyk.
Na razie jednak znowu na chwilę oddala się wizję upadłości pieniędzmi Węglokoksu – kompensata ok. 1 mld zł długu oraz 600 mln zł gotówki (Węglokoks ma dofinansowanie z FRP).

Niestety, problemem śląskiego górnictwa, nie tylko Kompanii Węglowej, jest słaba wydajność faktycznie nadpodaż polskiego węgla zastępowanego milionami ton z importu, czyli plus minus 10 mln ton. Z tego, co wiem, średnia wydajność na pracownika w Kompanii Węglowej powinna wynieść ok. 870 ton węgla na osobę, żeby przy obecnych cenach i zatrudnieniu wyszedł nam wynik zero plus. Tymczasem średnia wydajność na osobę w KW to około 600 ton. Jednak w przypadku tych 870 ton na osobę wydobycie w spółce w obecnym kształcie wynosiłoby 41 mln ton, jakieś 11 mln więcej od obecnego. A gdzie to wtedy sprzedać? Na eksport na pewno nie, bo przy polskich cenach to nie przejdzie. A prywatnych Bogdanki i silesii nikt nie zamknie, by ratować państwowe…

Cena w eksporcie powinna wynieść ok. 180 zł za tonę, ale wtedy spadłby przychód i była strata, gdy koszt wydobycia tony przekracza średnio 300 zł. Jeśliby więc dalej powiększać produkcję, by pokryć straty, to KW musiałaby produkować prawie 60 mln ton węgla i połowę eksportować. Utopia, prawda? Bo ani takiej wydajności na dole, ani takiej możliwości nie mają szyby… Pozostaje więc modlitwa o wzrost cen, a na to chyba szybko nie możemy liczyć.

Jak w takim razie zdjąć z rynku 10 mln ton węgla w skali roku? Zostaje embargo na import, albo likwidacja kopalń. No i oczywiście zmiany w systemie wynagrodzeń, deputatach, sześciodniowy tydzień pracy… Tyle tylko, że nowa KW przejmie układ zbiorowy starej, a z tego będzie się bardzo trudno wyplątać…

Ale może teraz kilka słów o pozostałych spółkach – KHW i JSW. Jak już wspominałam KHW ma spory problem w kopalni Murcki-Staszic i chce przekazać jej ruch Boże Dary do SRK. Tyle tylko, że to znowu wywoła napięcia społeczne, bo tam pracuje niemal 2 tys. ludzi. Tyle tylko, że w 2014 r. sam ten ruch dał 220 mln zł straty (a ruch Staszic niespełna 50 mln zł zysku), a jak tak dalej pójdzie, to jak przyznał prezes KHW, Zygmunt Łukaszczyk, to w kwietniu holding będzie się martwił o utratę płynności finansowej. Dlaczego rząd nie przygotował programu dla niego? Bo zdaniem ministra Kowalczyka KHW poradzi sobie sam. No zobaczymy…

W JSW sytuacja wcale nie jest o wiele lepsza, ponieważ dziś produkowany przez Jastrzębie węgiel koksowy kokosów nie przynosi. Spółka uzyskuje średnio 400 zł za tonę przy kosztach wydobycia 450-470 (kopalnie JSW są m.in. mocno metanowe).

Zważywszy jednak na to, że w Polsce szykuje się kilka prywatnych inwestycji w nowe kopalnie węgla kamiennego, naprawdę nie potrafię dziś zrozumieć, jak ma wyglądać biznesplan dla obecnych zakładów i dla całego Śląska.

Autorka - Karolina Baca-Pogorzelska - Rocznik 1983, urodzona w Jaworznie. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarka, od 2003 r. związana z „Rzeczpospolitą”, od 2007 r. zajmuje się górnictwem węglowym, od 2012 r. jest inżynierem górniczym trzeciego stopnia. Górnikami byli jej pradziadek i dziadek, a kopalnie stały się nie tylko tematem jej pracy zawodowej, ale i pasją – była np. jedną z pierwszych osób, które dotarły na najgłębszy dotychczas poziom w Polsce – 1290 m w kopalni Budryk. Laureatka m.in. konkursów Głównego Instytutu Górnictwa (2008 r.) i Wyższego Urzędu Górniczego (Karbidka 2011).
Autorka bloga - http://www.gornictwo2-0.pl/

Subskrybuj bytomski.pl

google news icon

czytaj więcej:

Byt robert rabus felieton

Robert Rabus: Przyganiał kocioł garnkowi, czyli...

Jan Kazimierz Czubak: Wspólnymi siłami

Bez zmian

BPK - superprzedsiębiorstwo

Śmierć frajerom

Akt barbarzyństwa

Wzór do naśladowania