2 referenda, 3 nieudane próby
Już 13 lat minęło od referendum, w którym odwołano prezydenta Piotra Koja i ówczesną Radę Miejską. Od tamtego momentu różne siły polityczne, które w danym momencie stanowiły opozycję próbowały to powtórzyć, lecz bezskutecznie. Po raz drugi referendum udało się zorganizować w 2017 roku w sprawie odwołania prezydenta Damiana Bartyli. Choć mieszkańcy w miażdżącej większości zagłosowali za pozbawieniem go stanowiska (18,4 tys. ZA vs. 1,1 tys. PRZECIW), to referendum uznano za nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji.
Damian Bartyla stracił swoje stanowisko rok później, już w normalnych wyborach. Przegrał wówczas z Mariuszem Wołoszem. Środowiska związane z byłym prezydentem jednak nie dawały za wygraną i w kwietniu 2023 roku na konferencji prasowej hucznie ogłoszono zamiar przeprowadzenia referendum w sprawie jego odwołania. Pierwsza próba okazała się falstartem, bo w zgłoszeniu popełniono poważne błędy formalne, z powodu których Krajowe Biuro Wyborcze nie mogło go dalej procedować. Inicjatorzy złożyli więc dokumenty raz jeszcze, tym razem poprawnie, ale do referendum nie doszło, bo zbyt mała liczba mieszkańców w wymaganym terminie poparła wniosek o jego zwołanie. Spróbowano zebrać podpisy po raz kolejny, ale ponownie zabrakło ich do ogłoszenia głosowania.
Wraca pomysł referendum w Bytomiu
Niecałe 3 lata później znów pojawił się pomysł zorganizowania referendum. W środę, 4 lutego, Mariusz Tazbir opublikował na Facebooku informację o złożeniu w Urzędzie Miejskim zawiadomienia o referendum i powiadomieniu Komisarza Wyborczego o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum wyborczego.
- Od dziś mamy 60 dni na zebranie podpisów, myślę że nie będzie problemu na 26 tyś podpisów które są niezbędne aby odwołać Prezydenta i Rade Miasta - napisał Mariusz Tazbir na swoim profilu.
Jak ustaliła nasza redakcja, Urząd Miejski potwierdził Komisarzowi Wyborczemu wpłynięcie dokumentów. Urzędnicy stwierdzili w nich pewne uchybienia, o których powiadomiono KBW. Teraz komisarz oceni, czy wszystkie formalności zostały dopełnione i jeśli tak, to inicjatorzy będą mogli przystąpić do zbierania podpisów. Aby referendum mogło dojść do skutku, pod wnioskiem o jego zwołanie musi podpisać się co najmniej 10 procent. uprawnionych do głosowania mieszkańców Bytomia, czyli około 10,5 tysiąca. Inicjatorzy mają na zebranie podpisów dwa miesiące.
W dokumentach jako uzasadnienie inicjatywy referendalnej podano:
- sytuację finansową miasta
- wzrost obciążeń finansowych mieszkańców
- ignorowanie prawomocnych wyroków sądowych
- sytuację w schronisku dla zwierząt
- negatywną ocenę wykorzystania funduszy unijnych
- zaniedbania w zakresie utrzymania czystości miasta i terenów zielonych.
Grupa (niezbyt) apolityczna
Grupę inicjatywną tworzy 19 osób. W Internecie przedstawia się je, jako osoby bez powiązań politycznych. Nie jest to prawdą, gdyż sam pełnomocnik grupy referendalnej - Mariusz Tazbir - w ostatnich wyborach samorządowych kandydował do Rady Miejskiej z list Prawa i Sprawiedliwości, lecz nie uzyskał mandatu. Z kolei kilka członkiń grupy było zgłaszanych do komisji wyborczych w różnych wyborach z ramienia komitetów Szymona Hołowni, Andrzeja Dudy, czy Zjednoczeni dla Bytomia, powiązanego ze środowiskiem Konfederacji i Damiana Bartyli. Ponadto, jak podaje Życie Bytomskie, były prezydent miasta ma podobno zakulisowo angażować się w inicjatywę referendalną.
Prezydent gotowy na weryfikację
Mariusz Wołosz zachowuje spokój wobec pomysłu przeprowadzenia referendum. W ostatnich wypowiedziach medialnych deklarował gotowość do poddania się weryfikacji mieszkańców.
- Jeśli taka wola będzie, to takiej weryfikacji się poddam, ale naprawdę nie jest to kwestia, która by dzisiaj determinowała moją pracę. Mamy wiele rzeczy do zrobienia. Kwestia schroniska jest jedną z nich. Mamy kwestię kolejnego etapu rewitalizacji i wiele, wiele innych zadań i na tym się skupiam, to jest dla mnie najważniejsze - powiedział prezydent Bytomia.
Do sprawy odniósł się również wiceprezydent Michał Bieda w niedawnym wywiadzie dla Radia Piekary:
– Podchodzimy do tego bardzo spokojnie. To jest prawo, które mieszkańcy mają. Poddajemy się weryfikacji co parę lat w wyborach. Jeżeli mieszkańcy zdecydują, że chcą kolejny raz taką weryfikację przeprowadzić, to jest ich prawo. […] Myślę, że mieszkańcy Bytomia to mądrzy ludzie i doskonale pamiętają, dlaczego wybrali pana prezydenta z bardzo dużym poparciem społecznym, które przełożyło się na wyniki do Rady Miejskiej – powiedział Michał Bieda podczas rozmowy z Katarzyną Kapustą.
To ostatnia kadencja Mariusza Wołosza
Mariusz Wołosz został prezydentem Bytomia w 2018 roku wygrywając w drugiej turze z wynikiem 53,54 proc. W 2024 roku z powodzeniem ubiegał się o reelekcję. Wówczas wygrał wybory już w pierwszej turze uzyskując 62,10 proc. poparcia. Zgodnie z wprowadzoną przed kilkoma laty dwukadencyjnością jest to ostatnia kadencja Mariusza Wołosza i nie będzie już mógł wystartować w kolejnych wyborach na prezydenta Bytomia.
Ile kosztuje referendum?
W połowie zeszłego roku odbyło się referendum w sprawie odwołania Agnieszki Rupniewskiej z funkcji prezydenta Zabrza, które zakończyło się powodzeniem. Przeprowadzenie głosowania kosztowało łącznie 658,6 tys. zł. Większość tej kwoty stanowiła wypłata diet dla członków komisji i mężów zaufania (407 tys. zł), dodatki i pochodne dla pracowników Urzędu Miejskiego pochłonęły 98,4 tys. zł, umowy z osobami zajmującymi się wsparciem informatycznym i technicznym Okręgowych Komisji Wyborczych kosztowały 69,4 tys. zł, natomiast środki na zakup usług (druk obwieszczeń, usługi kserograficzne, wynajem sali na szkolenia członków OKW, transport itd.) wyniosły 68,5 tys. zł. Resztę kosztów stanowiły składki na ubezpieczenia społeczne, fundusz pracy i fundusz solidarnościowy, zakup materiałów i wyposażenia i wpłaty na PPK.
Może Cię zainteresować:
Falstart referendum to nie wszystko. Kamiński znów wywrócił się na formalnościach
Może Cię zainteresować:
