Maciej Bartków: Oczywiście, o odpadach

Na temat uchwalonej na ostatniej sesji Rady Miejskiej podwyżki cen opłat za wywóz odpadów napisano już wiele. Niestety, oprócz wyważonego głosu Dawida Grabowskiego, w przestrzeni publicznej dominują kłamstwa, manipulacje i półprawdy. Na te najbardziej popularne „zarzuty”, postaram się odpowiedzieć.

Radni nie uchwalili – według własnego widzimisię – podwyżki po to, aby szukać jakichś dodatkowych pieniędzy dla miasta. Z pieniędzy, które WSZYSCY płacimy za wywóz odpadów, opłacane są WYŁĄCZNIE działania związane z wywozem odpadów. Ani jeden grosz nie idzie na cokolwiek innego. Rada Miejska w Bytomiu – podobnie jak wszystkie inne rady w całej Polsce, uchwaliła podwyżkę, bowiem za kwotę, jaką płacimy do tej pory NIKT odpadów wywozić nie chce. Wzrost kosztów wywozu odpadów wynika wprost z obowiązków, jakie przyjęła na siebie Polska wchodząc do Unii Europejskiej (pozdrawiam tych, głosujących wówczas za wejściem do UE). Zgodnie z unijnymi regulacjami Polska w 2020 roku, musi uzyskać 50-proc. poziom recyklingu i przygotowania do ponownego użycia papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. Obecny poziom recyklingu odpadów komunalnych w Polsce, odbiega od średniej europejskiej i wynosi jedynie 26 proc – na Śląsku 14%. Nieosiągnięcie w 2020 r. wymaganych przez UE poziomów recyklingu będzie skutkowało nałożeniem na Polskę wysokich kar pieniężnych. W przypadku naszego miasta, taka kara to przynajmniej 6 milionów złotych. Ponadto wzrosły opłaty na RIPOKach i opłata marszałkowska za składowanie odpadów. To wszystko sprawia, iż z powodów NNIEZALEŻNYCH od miasta, kwota wywozu odpadów musiała wzrosnąć.

Nie można zapominać, iż kwota byłaby mniejsza. Gdybyśmy w Bytomiu, w poprzednich latach, zamiast wydzierżawiać za bezcen (ze stratą dla BPK) miejskie składowisko odpadów, utworzyli tam RIPOKa, a także podjęli działania w celu utworzenia miejskiej spółki odbierającej odpady – dzisiaj podwyżki mogłyby być zdecydowanie niższe. Zdecydowanie niższe. Przypomnę, że gdy w czerwcu ub. Roku, wraz z ówczesnym szefem Zieleni i naczelnikiem Wydziału Inżynierii Środowiska oraz radnym Krzysztofem Gawendą pojechaliśmy na wizytę studyjna do Śremu, aby tam podpatrzeć jak powinno się tworzyć tego typu spółki i prowadzić taką działalność, portale internetowe sprzyjające dzisiejszej bytomskiej opozycji wyśmiały ten pomysł, kłamiąc, iż pojechaliśmy oglądać stację benzynową. Niestety, takie właśnie myślenie było dominujące przez ostatnie 6 lat rządów poprzedniego prezydenta.

Popularną w sieci manipulacją jest twierdzenie, iż „opłata wzrośnie do 21,50 zł za segregowane i 43 za niesegregowane”. Otóż opłata za „niesegregowane” nie wzrasta do 43 złotych. Nie wzrasta dlatego, iż znika możliwość nie segregowania. Każdy będzie płacił 21,50 od osoby. Kwota 43 zł jest kwotą kary, jaką będzie można nałożyć na tych, którzy wbrew obowiązku segregowania, segregować nie będą. Niestety – to znowu nie jest wymysł Rady Miejskiej – będzie to kara nałożona na wszystkich, którzy korzystają z kubłów, w których ktoś wrzucać będzie nieposegregowane odpady. Ale zanim do tego dojdzie – a co powiedział przecież na sesji Rady Miejskiej zastępca prezydenta Michał Bieda – miejsca takie będą oznaczane, a mieszkańcy ostrzegani. Nikt nikogo karać od pierwszych chwil nie będzie.

Czytaj dalej:


Niektórzy internauci podnoszą, iż „miasto może dopłacać do odpadów” – To nieprawda. Administracja może działać wyłącznie w granicach i na podstawie prawa. Oznacza to, że administracja może tylko to, na co znajdzie podstawę prawną. Podstawy prawnej, w tej kwestii, NIE MA. Ponadto myślenie takie, oderwane jest od rzeczywistości nie tylko z powodów czysto ustawowych, ale i finansowych. Zaproponowałem swego czasu, optującemu za takim rozwiązaniem Panu Markowi Kuśmierskiemu, prezesowi stowarzyszenia „Skuteczna Alternatywa”, aby ten wskazał w budżecie wolne kilkadziesiąt milionów, które można byłoby na ten cel przeznaczyć. Odpowiedzią była cisza. Dlatego warto pytać tych, którzy twierdzą inaczej o podstawę prawną dla takich działań. O konkretny zapis ustawy, na którym oprzeć można dopłaty, a także o zapisy w budżecie miasta, z których można przesunąć środki. Zapewniam Państwa, że na takie pytania nigdy nie uzyskacie odpowiedzi.

Miasto długo odwlekało w czasie wprowadzenie podwyżki. Odbiorca odpadów (a przypomnę, iż umowę z nim zawarł poprzedni prezydent i obowiązuje ona do końca 2020 roku) już od 8 miesięcy wskazywał na rosnące koszty jego działalności. Pomimo tego opłata dla mieszkańców nie wzrosła. Dłużej jednak, bezkolizyjnie dla mieszkańców, tak się nie dało. Alternatywą dla wprowadzenia teraz podwyżki było zerwanie umowy z obecnym wykonawcą, a co za tym idzie zaprzestanie przez niego odbioru odpadów ze śmietników, z których też zabrałby swoje pojemniki na odpady. Czym by się to skończyło, nie muszę chyba pisać. Dodam tylko, że w ciągu ostatnich miesięcy prowadziliśmy rozmowy z kilkoma innymi podmiotami, które mogłyby w takim wypadku zastąpić obecnego wykonawcę. Żaden z nich, podkreślam: żaden z nich nie był jednak takim rozwiązaniem, a szczególnie za taka cenę, zainteresowany. Kwoty, jakie zaproponowano drastycznie przewyższały tę, jaką od marca będziemy płacili za odbiór odpadów. Przy czym – żeby było jasne – taka sytuacja także nie obyłaby się bez przynajmniej kilkutygodniowego opóźnienia w odbiorze śmieci i wprowadzenia podwyżki za wywóz odpadów, tyle, że tym razem zdecydowanie większej.

I na koniec, nie jest prawdą, jakoby wprowadzona w naszym mieście podwyżka była największą w regionie czy w Polsce – bo i takie infantylne głosy dało się słyszeć. Jest odwrotnie. Wystarczy porównać ją z kwotami, jakie uchwalone zostały w innych miasta. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest znacząca, niemal 100 %. Ale, jeszcze mniejszej, po prostu się nie dało.

Skąd, moim zdaniem, wynikają dzisiaj problemy z odpadami w Polsce? Otóż oprócz zwariowanej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, jest to przede wszystkim pokłosie idiotycznej polityki samorządowców, którzy od lat 90. XX wieku postanowili likwidować miejskie spółki zajmujące się odbiorem odpadów i zastępować je podmiotami zewnętrznymi – prywatnymi. Niewidzialna ręka rynku miała być remedium na wszystkie problemy i przynieść oszczędności. Dzisiaj widzimy, jak dalece odległe od rzeczywistości było takie myślenie. W chwili obecnej mamy w Polsce czy w naszym województwie zaledwie kilka podmiotów, które są w stanie zapewnić odbiór odpadów z miast. Stworzyły one de facto swego rodzaju syndykat i zmonopolizowały tę dziedzinę gospodarki, dyktując ceny gminom, które nie mając alternatywy w postaci miejskiej spółki, zmuszone są dostosowywać się do żądań wykonawców.

Najwyższy czas to zmienić.

maciej bartkow mMaciej Bartków
radny Rady Miejskiej
przewodniczący PiS w Bytomiu
Koordynator projektu „Tajemniczy Bytom”

Subskrybuj bytomski.pl

google news icon

czytaj więcej:

Pawel Kobyliński

PiS po cichu przygotowuje projekt ustawy

Byt bpk z dolu

Ciągłe zmiany powodują łatwość w przerzucaniu...

Bieda: Czy prezydent manipuluje w sprawie PEC?

Władza milczy, a przyszłość miasta jawi się czarno

Poczet zapomnianych

Koniec miodowego miesiąca

Pojawia się i znika