Bytom zachwyca swoją architekturą i mieszczańskością i to jest wielki atut biznesowy. Janusz Michałek w „Musimy porozmawiać o Bytomiu”

O tym, czy Bytom jest atrakcyjnym miejscem do inwestowania. O przemysłowej transformacji Bytomia, która „nie kojarzy się dobrze”. O tym, jak uratować w Bytomiu „kulturę techniczną” i jakie znaczenie ma tu wygląd zabytkowego śródmieścia. W ramach akcji „Musimy Porozmawiać o Bytomiu”, z Januszem Michałkiem, prezesem Katowickiej Specjalnej Ekonomicznej, dyskutuje Marcin Zasada.

Janusz Michałek KSSE Musimy porozmawiac o Bytomiu

Bytom ma ciekawą przeszłość, prawda?
Prawda. Bytom to fundament dziejów Górnego Śląska, przez wieki najważniejsze i największe miasto w regionie. Dodatkowo starsze od Krakowa. Wystarczy przejść się ulicami, by dostrzec architekturę świadczącą o jego wspaniałej historii.

Można też powiedzieć: „Dostrzec architekturę pokazującą skutki rabunkowej gospodarki”.
Jest taka dziś liczba, która powinna dać nam wyobrażenie znaczenia Bytomia dla powojennej gospodarki w Polsce. W Bytomiu w szczycie przemysłowej potęgi wytwarzano 2 proc. PKB całego kraju. Niewiarygodne. Skutki rabunkowej gospodarki, również po 1989 roku ciągną się za Bytomiem do dziś.

Tak dochodzimy do pytania o przyszłość.
Ta, w przeciwieństwie do przeszłości, jest w naszych rękach.

Zapisuję tę sentencję.
Ale nie zapytał pan: „w czyich rękach”? Z punktu widzenia KSSE Bytom jest atrakcyjnym miejscem do lokowania inwestycji. Mamy w Bytomiu dobrze skomunikowany teren, mamy pierwszych inwestorów. Co najważniejsze, mówimy o potencjale miejsca, które w poprzednich latach znajdowało się na peryferiach mapy inwestycyjnej Śląska. Dziś powodzenie takich projektów, jak centrum KSSENON w Żorach, pozwala myśleć o multiplikowaniu podobnych przedsięwzięć w innych miastach i jednym z nich jest właśnie Bytom. Tą drogą powinna właśnie podążać transformacja.

Transformacja? Brakowało narzędzi

Transformacja, ta górnicza, w Bytomiu nie kojarzy się dobrze.
Jeżeli w pewnym okresie w w Bytomiu działało 11 kopalń i dwie huty żelaza, dwie elektrownie, zakłady górnicze rud cynku i ołowiu czy zakłady wytwórcze maszyn hutniczych, lin i drutu, a dzisiaj jest tylko jedna kopalnia, to widać, jaka była skala degradacji przemysłu. Nie tylko olbrzymia, ale także skupiona na obszarze jednego tylko miasta! Musimy też pamiętać w jakim okresie ta transformacja była prowadzona.

Co to znaczy?
Pozostawiając w tyle spory polityczne czy dyskusje czysto ekonomiczne… Mówimy o transformacji w czasach, w których nie dysponowaliśmy odpowiednimi narzędziami: funduszami unijnymi, systemami osłon społecznych czy miejscami pracy powstającymi w innych zakładach na terenie Śląska. Więc transformacja co do zasady, w takiej formie, w której została przeprowadzona, nie może się kojarzyć dobrze. Także dlatego, że dotknęła bezpośrednio mieszkańców i ich otoczenie.

Dziś w Bytomiu działa jedna schyłkowa kopalnia. W górnictwie pracuje parę tysięcy mieszkańców miasta. Jest jeszcze się czego obawiać, gdy na KWK Bobrek zawiśnie kłódka?
To właśnie nadal „kilka tysięcy osób”. W całej KSSE w ciągu 25 lat funkcjonowania powstało prawie 90 tys. miejsc pracy. Więc kluczowe jest stworzenie warunków do powstania nowych możliwości zatrudnienia dla osób zagrożonych utratą pracy w górnictwie.

Jeden mityczny inwestor?

Jaka jest alternatywa dla tych ludzi, inna niż tylko odprawy górnicze?
W 2021 r. pozyskaliśmy na terenie Śląska, w ramach KSSE, 102 nowe projekty inwestycyjne, gwarantujących co najmniej 4,5 tys. nowych miejsc pracy oraz inwestycje za ponad 5 mld zł. To robi wrażenie. Ale to są liczby w skali globalnej. Czy odprawy to jedyna alternatywa? Nie. Realizujemy projekty w zakresie aktywizacji zawodowej, jak „ Nowa Praca z KSSE” czy zmiany systemu edukacji na bardziej dostosowaną do wymogów rynku pracy („Energia”, Śląskie. Zawodowcy”). Oczywiście część osób zatrudnionych w górnictwie, z odpowiednim stażem, może z osłon skorzystać i pewnie skorzysta. Ale dla nich również jest szansa na rynku, pojmowanym bardziej regionalnie, mam na myśli również Zabrze, Gliwice czy Jaworzno, w którym powstaje fabryka Izery. Mobilność pracowników jest dziś ważnym atutem.

W Bytomiu wiele lat pokutowało przekonanie, że znajdzie się mityczny inwestor, który postawi fabrykę zamiast przeklętej kopalni i zatrudni kilka tysięcy osób.
Z doświadczenia i obserwacji: jeden inwestor, nawet jeżeli zatrudnia kilka tysięcy osób, nie jest najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia miasta i jego mieszkańców w dłuższej perspektywie. Po pierwsze, zakłady o takim profilu powoli przechodzą do historii. Po drugie, załóżmy, że mamy takiego inwestora. Jakość oferowanych miejsc pracy z reguły nie jest wysoka, bo często to przedsięwzięcia o niskim poziomie zastosowania nowych technologii. Po trzecie: tworzenie kolejnej monokultury nie jest korzystne, bo trwałości takich miejsc pracy w prostej linii zagrażają potencjalnie niekorzystne trendy w jednej tylko branży. Jedynym słusznym kierunkiem jest dywersyfikacja i różnorodność inwestycji, co zresztą dobrze pokazuje przykład Zabrza.

Jak ta dywersyfikacja udaje się w Bytomiu?
Obszar KSSE w Bytomiu zajmuje łącznie prawie 17 hektarów. To teren w północnej części miasta, ok. 1,5 km od węzła autostrady A1, zrewitalizowany za ponad 21 mln zł. Sprzedaliśmy tam już sześć działek, a to 56 proc. powierzchni całości. Poza firmą DominoPack, swój biznes ulokowały tu także EPCO, PHU Cora, Domgos 2 i Milimex SA. Także w świetle tego co powiedziałem wcześniej, zmierzamy w kierunku różnorodności inwestycji, a nie monokultury i jednego dużego inwestora. Oczywiście warunki Polskiej Strefy Inwestycji pozwalają także lokować je w innych obszarach niż specjalna strefa ekonomiczna. Jesteśmy w kontakcie z samorządem Bytomia i każda z inwestycji, które są pilotowane przez KSS, może trafić do miasta, jeśli tylko parametry danego przedsięwzięcia wpiszą się w odpowiednio przygotowaną nieruchomość. Taki proces czasami trwa kilka lat, ale z czasem przynosi efekty. Nie zapominajmy, że nowa mapa pomocy publicznej (do 2027 r.) daje szansę skorzystania z 30 proc. pomocy publicznej (a dla firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw nawet 40-50 proc.). Wdrożenie tzw. sprawiedliwej transformacji terenów pogórniczych pozwoli zwiększyć ten poziom nawet o 10 punktów procentowych. Więc system zachęt systematycznie rośnie.

Kultura techniczna? Zdecydowanie

Jest jakaś konkretna dziedzina, która może być szansą gospodarczą Bytomia? Z wykorzystaniem pewnej niepodważalnej kultury technicznej wykształconej na przemysłowym Śląsku?
Od samego początku mojego zaangażowania w działania KSSE podkreślałem, że nasza marka w dużej mierze jest budowana na etosie pracy. Na śląskiej solidności. Kultura techniczna? Zdecydowanie. Wiele osób pracujących w górnictwie, nauczonych dyscypliny w trudnych warunkach, bez trudu jest w stanie zdobyć nowe kompetencje i odnaleźć się w nowym środowisku zawodowym. Wymogi Przemysłu 4.0 opartego na automatyzacji i cyfryzacji, oznaczają konieczność ciągłego uczenia się i doskonalenia.

Zna pan podobną do Bytomia historię miasta, któremu udała się poprzemysłowa reinkarnacja?
Jednym z takich przykładów jest Zabrze, ale nie zapominajmy o Żorach i, w pewnym zakresie, o Tychach. Obecnie wdrażamy projekt Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego. Jesteśmy w jednej aglomeracji, powiązanej doskonałą siecią dróg, więc inwestycje w Jaworznie mają realną możliwość oddziaływania nawet w Bytomiu. Być może pojawi się szansa na ulokowanie w tym miejscu centrum badawczo-rozwojowego dla projektów Izera. Położenie i skomunikowanie Bytomia daje szansę na systematyczną rewitalizację terenów poprzemysłowych.

Przez długie lata eksploatacji nikt specjalnie nie zastanawiał się nad alternatywami dla Bytomia. Czego właściwie zabrakło, poza wyobraźnią?
Chciałbym powiedzieć: pracy u podstaw. Systematycznej i ukierunkowanej. Warto docenić jednak zaangażowanie bytomskiego samorządu, również na poziomie profesjonalnej obsługi inwestorów. Na korzyść Bytomia działa jednak nie tylko determinacja władz miasta czy dostęp do programów rewitalizacyjnych, ale także wyczerpująca się oferta terenów inwestycyjnych na Śląsku. Gdy inwestycjami zapełniły się Gliwice, skorzystało z tego Zabrze, w którym zagospodarowaliśmy tereny o powierzchni 100 ha. Nowe inwestycje to zakłady coraz bardziej zaawansowane technologicznie i to też szansa dla Bytomia.

Ludzie nie chcą nowych fabryk w centrum

Jak to możliwe, że takie miasto jak Bytom strefa ekonomiczna oryginalnie ominęła?
KSSE powstawała w 1996 roku, w zupełnie innych warunkach politycznych, więc trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie objęła nie tylko Bytomia, ale i wielu innych przemysłowych miast, jak Ruda Śląska na przykład. Dziś warunki inwestowania są o wiele korzystniejsze i łatwiejsze po zdjęciu gorsetu ograniczeń terytorialnej dzięki Polskiej Strefie Inwestycji.

Na ile atrakcyjne inwestycyjnie są poprzemysłowe tereny w Bytomiu? Co można tam wybudować?
Sporo takich terenów na Śląsku znajduje się w centrach lub bliskim sąsiedztwie centrów miast. Może oznaczać to problemy logistyczne, środowiskowe czy technologiczne. Trudno też dziwić się, że lokalne społeczności czy władze samorządowe nie chcą reindustrializacji w takich rejonach. Kierując się przykładami rewitalizacji z np. z Europy Zachodniej, która takie procesy przechodziła w latach 80., mieszkańcy oczekują raczej budowy infrastruktury wspólnej niż nowych fabryk. Ale mamy też własne przykłady podwójnych funkcji w rewitalizowanej przestrzeni: obok infrastruktury miejskiej, ogólnodostępnej, mamy więc np. biurowiec pod działalność badawczo-rozwojową. Dobrym przykładem jest tu Fabryka Pełna Życia w Dąbrowie Górniczej czy projekt rewitalizacji huty Vitkovice w Ostrawie.

Jakie znaczenie, z punktu widzenia powodzenia nowego przemysłu, nowych inwestycji ma wygląd, stan, wizerunek bytomskiego śródmieścia?
Ma znaczenie i dobrze, że pan o tym wspomina. Teraz, w czasach pracy zdalnej, braku przywiązania pracownika do biura, otoczenie w jakim mieszkamy ma większe znaczenie. Pewne miejsca potrzebują promocji, dotarcia do masowej wyobraźni i taki proces, wizerunkowy trwa. W przypadku Bytomia niewątpliwym atutem są niskie ceny nieruchomości oraz typowo mieszczański charakter i zwarta zabudowa śródmieścia. Bytomskie kamienice, ulice i place wciąż zachwycają i to ich niepodważalny kapitał oraz atut. Natomiast do pozyskania np. inwestycji z zakresu usług informatycznych czy zaawansowanych usług biznesowych, konieczne jest także stworzenie warunków do rozwoju nauki i edukacji, to z kolei przyciągnie młodych ludzi.

Co może odmienić miasto?

Naszym problemem i to w skali całej Metropolii jest demografia. Najprościej mówiąc: w perspektywie kilku dekad w Bytomiu i miastach ościennych zabraknie ludzi do pracy? Czy to nie będzie skutkować omijaniem regionu przez firmy, o które zabiegacie?
Demografia jest nieubłagana i w KSSE to dostrzegamy. Gospodarka Śląska jest dodatkowo specyficzna, że jej problemy w tym właśnie zakresie, wynikają nie tyle ze starzenia się społeczeństwa, co niskiego poziomu zatrudnienia wśród osób w wieku produkcyjnym. To pokłosie np. wcześniejszego odchodzenia na emerytury osób korzystających z różnych przywilejów górniczych.

A czy kluczem w tym procesie nie jest, że tak powiem: dobry timing? Tzn. np. niedopuszczenie do sytuacji, w której beneficjenci odpraw górniczych nie zostaną zagospodarowani na nowo przez rynek pracy, tylko „dodłubią” sobie gdzieś do emerytury?
W pewnym sensie. Potrzebujemy zachęt, by skłonić takie osoby do pozostania na rynku pracy. Mówił pan o „kulturze technicznej”. Nie stać nas na to, by pracownicy z doświadczeniem w przemyśle, o wysokim etosie pracy i w wieku przedemerytalnym po prostu przestali być aktywne zawodowo.

Bytom, Śląsk są w stanie konkurować o pracowników czy absolwentów z innymi regionami?
Na Śląsk od dziesięcioleci przyjeżdżają ludzie z różnych stron Polski. Motywacje są różne, ale jako KSSE dostrzegamy te procesy i widzimy w nich szansę dla naszego rynku pracy. Staramy się właśnie wdrażać nasz autorski program „Pracownik + Mieszkanie +”. Naszym zamiarem jest ściągnięcie repatriantów, osób z Kartą Polaka, którym jesteśmy w stanie zaoferować i pracę, i mieszkanie.

Bytom w perspektywie 2030-2050. Jak pan sobie go wyobraża?
Zrównoważony rozwój i transformacja całego Śląska, przyciąganie inwestycji, inwestycje miejskie zaplanowane dzięki m.in. pieniądzom unijnym – to czynniki, które są w stanie odmienić to miasto. Jeśli wszystkie te elementy zostaną złożone w jeden spójny proces, kolejne lata będą należeć do Bytomia.

Czytaj także:

Udogodnienia życiowe? Bytom bije na głowę większość nowych przestrzeni wokół Katowic. Prof. Tomasz Pietrzykowski w „Musimy porozmawiać o Bytomiu”

Przemo Łukasik odpowiada prof. Pietrzykowskiemu po jego wywiadzie o Bytomiu: Bytom i berliński Kreuzberg to trafne porównanie

„W samych tylko latach 50. aż 20 procent całego eksportu węgla z Polski pochodziło z kopalń bytomskich. Ten dyktat zlekceważył naukę”. Jerzy Markowski w „Musimy porozmawiać o Bytomiu”

„Czego pan oczekiwał od prezydenta Wójcika? Miał pojechać do premiera Millera i domagać się, żeby kopalnie nie zostały zamknięte?”. Jan Czubak w „Musimy porozmawiać o Bytomiu”

Sylwia Widzisz-Pronobis odpowiada Janowi Czubakowi: Ignorowanie wyjątkowości EC Szombierki to strzał w kolano

„Musimy porozmawiać o Bytomiu”. Bartków do Czubaka: Najlepsze czasy dla miasta? SLD zrobiło bytomian w bambuko

Henryk Mercik o EC Szombierki. Kolejny prywatny właściciel? „Nie wchodźmy trzeci raz do tej samej rzeki”

Subskrybuj bytomski.pl

google news icon

czytaj więcej:

Prof. Tomasz Pietrzykowski

„Bytomiu, patrz uważnie, co się stało w Nikiszowcu”

Maciej Bartków

„Najlepsze czasy dla miasta? SLD zrobiło bytomian w bambuko”

Sylwia Widzisz Pronobis

Dzięki kryzysowi uniknęliśmy pomników na miarę Areny Gliwice

Jan Czubak w Musimy porozmawiać o Bytomiu

„Zobaczymy, czy w EC Szombierki nie chodzi o ulgę pałacyk+”

Wojciech Jarczewski w „Musimy porozmawiać o Bytomiu”

„Rewitalizacja nie ocali Bytomia. Szansa w... Krakowie”

Musimy porozmawiać o Bytomiu

W Bytomiu, za radą Zimbardo, myślimy: „Co mogłoby być”

Przemo Łukasik w Berlinie

Przemo Łukasik z Berlina: Tak, Bytom ma szansę jak Kreuzberg