Powrót do polityki
Referendum z 2012 roku dało początek politycznej karierze Roberta Rabusa. Został radnym po raz pierwszy w przyśpieszonych wyborach po odwołaniu prezydenta Piotra Koja i ówczesnej Rady Miejskiej. Mandat sprawował przez niecałe 12 lat, aż do 2024 roku.
Wygląda na to, że kolejne referendum ma być szansą na jego powrót do czynnej polityki. We wtorek, 3 listopada Robert Rabus poinformował o zamiarze podjęcia kolejnej próby odwołania prezydenta Mariusza Wołosza. Zbiórka podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie głosowania miała ruszyć następnego dnia. Zgodnie z przepisami inicjatywę musi poprzeć 10 procent uprawionych do głosowania Bytomian, co daje liczbę 10 522 podpisów. Trzeba ją zebrać w ciągu 60 dni, najpóźniej do 4 stycznia.
Komitet referendalny planuje zgromadzić nieco więcej podpisów - od 12 do 13 tysięcy - na wypadek, gdyby część z nich została odrzucona przez Komisarza Wyborczego. - Wiadomo, różne błędy się zdarzają, różne też mogą sytuacje po drodze wyniknąć, a na pewno będą ataki, dlatego też musimy mieć pewien zapas głosów - powiedział Robert Rabus w wypowiedzi dla portalu Tarnogórski.info. Taka górka może jednak okazać się niewystarczająca. Podczas poprzedniego podejścia do referendum w Bytomiu uzbierano ponad 12 tys. podpisów, ale tylko 7,4 tys. zostało uznanych za ważne i cała inicjatywa zakończyła się spektakularnym fiaskiem.
Chcą odwołać prezydenta bo...
Wśród powodów podjęcia kolejnej próby odwołania władz Bytomia przedstawiciel grupy referendalnej podał stan finansów miasta, wzrost podatków oraz sposób zarządzania miejskimi spółkami i jednostkami budżetowymi. Co zaskakujące, jedną z motywacji referendystów jest... sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym.
- Wiemy i widzimy, że użyli siły. I to nas jako inicjatorów referendum oburzyło i postanowiliśmy, że nie będziemy stali biernie, tylko też bierzemy sprawy w swoje ręce. I będziemy działać tutaj też oddolnie, ażeby ograniczyć i usunąć władzę Koalicji Obywatelskiej, nie tylko z Polski, chodzi o Polskę o centralny zarząd, ale właśnie zaczynamy tutaj taką pracę u podstaw od dołu, od samorządu - powiedział Robert Rabus.
W trakcie swojego wystąpienia lider grupy referendalnej zaapelował do wszystkich stronnictw patriotycznych związanych z Bytomiem o wsparcie. - My jako grupa mieszkańców nie mamy takich zasobów, takiej organizacji, jak pan Wołosz. Zdajemy sobie sprawę z tego, że stajemy do nierównej walki, ale w obliczu konieczności, w obliczu troski o bytom, w obliczu troski o Polskę, nie możemy siedzieć bezczynnie - stwierdził były radny.
Piąte podejście do referendum
To piąta próba odwołania prezydenta Mariusza Wołosza. W ciągu poprzedniej kadencji środowiska związane z Damianem Bartylą próbowały doprowadzić do referendum aż trzykrotnie. Za pierwszym razem popełniono błędy formalne, które już na starcie pogrzebały całą inicjatywę, a w kolejnych dwóch podejściach nie udało się uzbierać wymaganej liczby podpisów. W międzyczasie odbyły się wybory samorządowe, w których urzędujący prezydent bez problemu uzyskał reelekcję otrzymując ponad 62 proc. głosów i wygrał już w pierwszej turze.
W obecnej kadencji inicjatywę referendalną podjęto na razie tylko raz - w lutym tego roku. Komitet chciał zebrać 20 tysięcy podpisów, a ostatecznie do komisarza wyborczego w Katowicach trafiło zaledwie 12 166. Aż 4621 z nich zostało zakwestionowanych. Wśród nieprawidłowych podpisów znaleziono 179 należących do osób, które już nie żyją. Sprawą zainteresowała się prokuratura, która prowadzi śledztwo pod kątem podejrzenia popełnienia nadużyć przy sporządzaniu list poparcia oraz fałszowania dokumentów.
Może Cię zainteresować:
Liczba ofert pracy w Bytomiu rośnie, ale bezrobotni dłużej czekają na zatrudnienie
Może Cię zainteresować:
"Dwójka" i "Czwórka" stworzą jeden superszpital. Dyrektorzy wydali oświadczenie
Może Cię zainteresować: